środa, 17 października 2012

Rozdział 4.



Rozdział 4.

Z ulgą wyszedłem z uczelni. Padał lekki deszcz. Szybkim krokiem ruszyłem do auta. Przemierzałem samochodem szare ulice Londynu, a chwilę później byłem już przy mojej ulicy.
Jutro znowu wracałem do pracy. Dość długi urlop pomógł mi stanąć na nogi. Nie żebym nie lubił pracy kelnera, która swoją drogą była nawet dobrze opłacalna, ale trudno było mi pogodzić studia i pracę.
Znudzony przewijałem kolejne kanały. Zirytowany wyłączyłem telewizor i szybko wybrałem numer Harry'ego. Potrzebowałem rozrywki. Inaczej umrę w strasznych konwulsjach, zanudzając się na śmierć.
-Halo? - odezwał się głos Hazzy. Musiałem obudzić Loczka, bo głos miał tak zaspany, że prawie pomyliłem go z zombie.
-Przyjdziesz? Zadzwonię do chłopaków, obejrzymy jakiś film... - usłyszałem jak mruczy coś ,,niewyspaniu'' i ,,irytującym niewyżytym staruchu''. Zmrużyłem oczy.
-No... kiedy mam się stawić? - burknął.
-O 19. I jeszcze jedno, Harold. -powiedziałem. Nienawidził swojego pełnego imienia. - Nie jestem staruchem. - rozłączyłem się. Musiałem jeszcze zadzwonić do Liama, Zayna i Blondiego. Tego ostatniego nie miałem ochoty słyszeć, a co dopiero oglądać. No ale bądź co bądź, byliśmy przyjaciółmi.
Szybko podjechałem pod najbliższy market. Znalazłem (o dziwo) miejsce na parkingu. Od razu skierowałem się na dział ze słodyczami. Wziąłem dwie paczki żelków, po czym ruszyłem dalej. Po drodze wziąłem jeszcze 3 paczki chipsów, kilka napoi i ciastka. Znając życie Niall i tak zje połowę(jak nie będzie zbyt głodny). Zapłaciłem, po czym z ulgą wyszedłem ze sklepu. Miałem jednak niejasne przeczucie, że o czymś zapomniałem...
Kilka minut po 19 do domu bez pukania wrąbali mi się chłopacy. Powinienem zamykać drzwi...
Od razu w oczy rzuciła mi się blada twarz Niallera. Nie wyglądał za dobrze, a gdy tylko zobaczył, że mu się przyglądam, odwrócił speszony, wzrok. Coś tu było całkiem nie tak.

~Oczami Liama~

Weszliśmy do domu Louiego. Przed wyjściem poprosiłem farbowanego, żeby zachowywał się w miarę normalnie. Cały czas chodził taki przygaszony i zamyślony. Na dodatek opuszczał lekcje i zaczął palić. Co się dzieje z tym chłopakiem? Moje intensywne rozmyślania przerwał Zayn machający mi przed oczyma.
-C-co? O co chodzi? - zapytałem. Harry wybuchnął głośnym śmiechem, przy okazji ukazując słodkie dołeczki. Lou tylko przewrócił oczami i powiedział:
-Pytałem, czy pasuje Ci horror, czy wolałbyś oglądać coś innego.
-Może... może być. - mruknąłem z niechęcią. Z całego serca nienawidziłem horrorów, ale widziałem napalone miny moich przyjaciół. Nie chciałem burzyć ich szczęścia.
Po moim mini zawale serca, kiedy to przed oczyma wyskoczył mi jakiś ohydny potwór, stosiku mrożących krew w żyłach wrzasków oraz zawyżonej dawce masakry Niall wyszedł cicho z pokoju.
Chłopcy byli zbyt zajęci filmem, więc i ja wymknąłem się szybko za nim. Siedział przy stole, lekko się trzęsąc. Płakał? Serce mi zmiękło, ale zaraz ściągnąłem gniewnie brwi. Co się z nim do cholery, działo?
-Niall? - jego zapłakana twarz szybko zwróciła się ku mojej. Zrobił groźną minę i warknął:
-Wal się... - nie zniechęciło mnie to. Usiadłem koło niego i objąłem ramieniem. Natychmiast się odsunął. Jak dziecko. Westchnąłem cicho, po czym zapytałem:
-O co chodzi? Od jakiegoś czasu... zachowujesz się dziwnie. - chłopak spojrzał na mnie smutno, po czym szepnął cicho, patrząc gdzieś w przestrzeń:
-Czemu po prostu nie możesz udawać, Liam? Że nic się nie dzieje? Tak jak oni... - skinął głową na salon, w którym siedzieli maniacy horrorów.
-Bo się martwię. Zresztą może Ci się wydaje, że nic ich nie obchodzi. - przybrałem srogi ton głosu.
-Nie widzisz tego? Martwimy się o Ciebie! - Farbuś znowu się rozpłakał. Chyba próbował coś powiedzieć, ale nie potrafił. Coś bardzo, ale to bardzo go bolało. Widziałem to lepiej niż doskonale. Kilka minut później się trochę uspokoił i zaczął:
-Li, ja już nie mogę... Evelyn... Louis... - załkał. Przytuliłem go mocno. Ach, głupi, mały, Irlandczyk. Mógł od razu z tym do mnie przyjść. Potarłem lekko dłonią jego plecy.

~Oczami Louisa~

Zapatrzony w krwawe scenki filmu nawet nie zauważyłem, jak Liam i Niall zniknęli z pokoju. Pełen obaw i ja wyszedłem. A co jak ich coś porwało? Wzdrygnąłem się. Kurna, Lou, nie masz 5 lat. - odezwało się moje drugie ja. Nagle z kuchni usłyszałem rozpaczliwy szept Nialla:
-Li, ja już nie mogę... Evelyn... Louis... - stanąłem jak wryty. Co on, do jasnej cholery, chciał od Eve? Chciałem tam wejść i zapytać go o to, ale postanowiłem poczekać na rozwój sytuacji.
Chwilę potem Liam zaczął:
-Ja... nie będę kibicował żadnemu z was. To sprawa między wami a Evelyn. To ona wybierze. - ona wybierze? Ona. Wybierze. Sprawa. Evelyn. Louis, ty idioto! - warknąłem do siebie w myślach. - Ty niedomyślny debilu! Niall się zakochał. W Evy. Zapałałem jeszcze większą niechęcią i nienawiścią do farbowanego blondyna. Zdenerwowany szybko ubrałem buty, szarpnąłem za sobą kurtkę i wybiegłem jak oparzony z domu. W głowie wirowało mi od myśli. Czyżbym miał konkurencję? Poszedłem do najbliższego klubu. Było tam duszno, muzyka dudniła w uszach. Rozgrzane od tańca ciała kobiet przyciągały mnie zachęcająco. Uśmiechnąłem się pod nosem. Usiadłem przy barze.
-Coś podać? - zapytał barman. Oczywiście, na początek musiałem wybrać piwo. Dopiero później miałem zacząć się rozkręcać.
Rano obudziłem się z potężnym bólem głowy. Jęknąłem cicho. Zaraz... gdzie ja jestem? Rozejrzałem się po nieznanym mi miejscu. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to pół naga, śpiąca blondynka. Zagwizdałem cicho. Nawet schlany gust miałem nie najgorszy. Wszedłem dziewczynie do łazienki, żeby rozglądnąć się za jakimiś tabletkami. Nagle stanąłem jak wryty. Boże. Jak. Ja. Wyglądam. Obraz nędzy i rozpaczy. No po prostu bomba. Westchnąłem zrezygnowany. Po chwili w oczy rzuciła mi się apteczka. Uradowany, znalazłem w niej to czego szukałem. Szybko obeznałem mieszkanie, po czym wszedłem do kuchni. Nalałem sobie wody do szklanki i popiłem tabletkę. Dość dziwnie tak buszować po czyimś mieszkaniu... ale przetrwać jakoś trzeba, a głowa napierdzielała mnie niesamowicie. Pewnie uznacie mnie za chama, ale pozbierałem swoje rzeczy, i bezceremonialnie wyszedłem z domu dziewczyny.
Powoli przypominałem sobie wydarzenia z nocy. Rozmowa, taniec, pocałunek i łóżko. Czyli jak zwykle po imprezie. Nagle przypomniałem sobie powód tych rzeczy. Niall. Ponure myśli o blondynie zajęły cały mój umysł.
Już miałem dochodzić do momentu, kiedy wyobrażam sobie dziecięcy płacz Horana, kiedy trzymam Eve za rękę... kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Zmieszany szybko je otworzyłem. Za nimi zastałem Harry'ego, Liama i Zayna z założonymi rękoma. Wyglądali naprawdę przekomicznie. Parsknąłem śmiechem.
-No i z czego się lejesz, idioto?! - warknął mulat. Wystraszony spojrzałem na ich zagniewane twarze. Po raz pierwszy widziałem ich takich poważnych...
-Szukaliśmy Cię. Całą. Kurwa. Prawie. Noc. - wycedził Harry. Zayn zacisnął pięści, a Li tylko pokręcił głową. Naraz moje buty stały się naprawdę ciekawym obiektem.
-I nic nie masz do powiedzenia?! - krzyknął rozwścieczony Payne. Otworzyłem szeroko oczy, nieomal padając ze zdumienia. Nigdy nie był taki agresywny wobec mnie. Nigdy nie był taki agresywny wobec NIKOGO. Bąknąłem coś, co miało brzmieć jak: ,,przepraszam”. Wszyscy jak na komendę, prychnęli.
-Przepraszam Ci powie... - mruknął Zayn, trąc oczy jak małe dziecko. - A... i po co Ci ten cholerny telefon, jak z niego nie korzystasz?!
-Dajcie mi już spokój... - wyjęczałem. W moich oczach pojawiły się malutkie łezki. Widać było, że Haroldowi zmiękło serce, bo spojrzał na mnie rozczulony. Byłem najlepszym aktorem świata!
~Oczami Evelyn~

Znudzona robiłam notatki. Ostatnia lekcja... nareszcie! Tak bardzo chciałam wyjść z klasy, pójść na miasto i się zabawić! Niestety, muszę poczekać jeszcze długie 45 minut. Znudzona wyjrzałam za okno. Jak zwykle lał deszcz. Oddałam się całkowicie przemyśleniom. Może wyjdę gdzieś z Lou?
Och nie, nie. Wyjdziesz gdzieś z przyjaciółkami. - warknęłam do siebie w myślach. Tak, ostatnio strasznie je zaniedbywałam. Powinnam była jakoś im to wynagrodzić.
Dzwonek. Och taaak! Z uśmiechem wyszłam z sali, z zamiarem poczekania na dziewczyny. Byłyśmy w innych klasach, ale kończyłyśmy o tych samych godzinach. Znaczy ja i Annabell. Katie ma zwolnienie z w-f.
Po kilku minutach zobaczyłam wysoką dziewczynę, z prostymi czarnymi włosami. Miała tak dziwnie niebieskie oczy... Annabell. Promieniała ze szczęścia.
-Hej, co się dzieje? - zapytałam na wstępie. Ann spojrzała na mnie, zdziwiona. Była o niebo lepszą aktorką niż ja, ale znałam ją za długo. Coś się działo.
-Nie rozumiem. - powiedziała. W jej oczach tańczyły wesołe iskierki. Tak, z pewnością coś było na rzeczy. Robiąc minę w stylu : ,,Ann, skończ'', zapytałam:
-Myślisz, że się nie dowiem? - dziewczyna wywróciła oczami. Nie miałam czasu się z nią kłócić, bo zaraz coś, a raczej ktoś uwiesił mi się na ramieniu.
-To jak, idziemy? - zaświergotała. Kat. Przytaknęłam i wszystkie trzy ruszyłyśmy w stronę wyjścia. Wolność! Miałam ochotę krzyknąć. Bells wyciągnęła telefon i szczerząc się do ekranu, zawzięcie z kimś esemesowała. Katie, nie zauważając jakby żadnej zmiany, wesoło podskakiwała. Co z nimi jest nie tak? A może to ja jestem przewrażliwiona? - myślałam. Niewidzącym wzrokiem szłam przed siebie.
-Ej! Evy! -krzyknęła za mną Katie. Zamrugałam oczami i ze zdziwieniem stwierdziłam, że stoję dobre kilka metrów przed nimi. Zmieszana podeszłam do dziewczyn. Obydwie parsknęły śmiechem. Jednak w przypadku Bell, był on raczej wymuszony.
Siedziałyśmy w samochodzie, zdenerwowane. Korki jak ja Cię. Chciałyśmy wybrać się na coś do kina. Ruda nie miała dzisiaj ochoty na imprezowanie, co było bardzo, bardzo dziwne. Cały ten dzień jest jakiś pokręcony. Nagle rozdzwonił się dźwięk mojego telefonu. Niall?
-Halo?
-Hej. - usłyszałam roześmiany głos. Zrobiło mi się cieplej na sercu. Temu Irlandczykowi zawdzięczałam naprawdę wiele.
-Cześć. - powiedziałam, mimowolnie rozciągając usta w uśmiechu. Nie miałam zielonego pojęcia, czemu Louis mógłby być zły na Nialla. Jasne, bardzo luźno podchodził do niektórych spraw, ale poza tym?
-Robisz coś teraz? - zapytał. Tak, oczywiście chciałabym coś robić, ale uniemożliwia mi to ten gówniany korek.
-Siedzę w aucie i czekam na śmierć głodową. - mruknęłam, na co on parsknął śmiechem. Burczało mi w brzuchu, a ten niekończący się wąż samochodów w ogóle się nie ruszał!
-No to przechlapane. -stwierdził pogodnie. - Szkoda, myślałem że gdzieś byśmy wyszli. - w głębi serca żałowałam, że nie mogę teraz wyjść, trzasnąć drzwiami i pójść z Niallem.
-Ach, może jutro? - nie wiem czemu, ale chciałam zobaczyć, co z Niallerem. Od zajścia na ulicy miałam jakieś nieodgadnięte uczucie, że łączy nas jakaś więź. Oczywiście to żadne z tych uczuć towarzyszących mi przy Tomlinsonie.
-Świetnie! - ucieszył się. - zadzwonię do Ciebie, to się umówimy, okej?
-Jasne. Do zobaczenia. - powiedziałam. Chłopak rozłączył się. Katie wyzywająco na mnie spoglądała. O co chodzi? Wręcz przeszywała mnie na wskroś. No co ja takiego zrobiłam?
-Masz chłopaka, a ja o tym nie wiem? - wysyczała. Niemal mogłam się przestraszyć jej wrogiego tonu. Pokręciłam głową, zaraz jej tłumacząc:
-Dzwonił do mnie Niall. Pytał, czy jestem teraz wolna.
-Chciał się spotkać, tak? - mruknęła, patrząc gdzieś w dal. - To pierwsza oznaka! - krzyknęła podniecona, szczerząc kły.
-Jaka oznaka? To tylko mój znajomy. - zaakcentowałam słowo tylko, na co ona skrzywiła się. Zaczęła zaraz tłumaczyć, że to minie. Ja, niezbyt zrelaksowana, musiałam słuchać jej długiego monologu.

~Oczami Liama~

Zagłębiałem się w lekturze. Było tak, jak lubię. Za oknem ciemność, drewno w kominku wydaje ciche trzaski, ja popijam ciepłą herbatę... jestem sam. Idealnie. Nie byłem typem imprezowicza.
Po przeczytaniu kilkudziesięciu stron książki, myśli same zaczęły wirować w mojej głowie. Dwoje przyjaciół, obaj zakochani w jednej dziewczynie. Przecież to się skończy katastrofalnie! Schowałem twarz w dłoniach. Co robić, co robić? Po raz pierwszy w życiu nie umiałem sobie odpowiedzieć na to pytanie. Czułem się z tym źle. Nie mogłem pomóc żadnemu.
Rozmyślałem tak przez dłuższą chwilę. W końcu podniosłem się z kanapy. Dosyć, wychodzę. - pomyślałem. Założyłem buty, chwyciłem kurtkę, telefon i szalik, po czym wyszedłem. Jedynym źródłem światła były uliczne latarnie. Miałem zamiar iść do Zayna. Jakaś cząstka mnie wierzyła, że Malik da mi jakieś potrzebne wskazówki.
Zapukałem kilka razy do drzwi chłopaka. Otwarła mi jego matka.
-Och, Liam. - uśmiechnęła się radośnie. - Miło Cię znów widzieć.
-Dobry wieczór. Jest może Zayn? - zapytałem szybko. Kobieta przytaknęła, mówiąc, że jest u siebie. Popędziłem szybko na górę. Drzwi jego pokoju były leciutko uchylone.
-Hej. - mruknąłem. Chłopak spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem. Wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-Co cię tu sprowadza, Daddy? - zmrużył oczy. Przygryzłem lekko wargę. No co mu miałem powiedzieć? ,,Słuchaj Zayn, wiem że to może dziwnie zabrzmieć, ale Niall i Louis się zakochali w Evelyn, wiesz? No, to któremu mam pomóc, jak myślisz?'”. Przecież to było komiczne!
-Jest jedna sprawa. - zacząłem. - Co byś zrobił... gdyby twoi dwaj znajomi, kochali by tą samą dziewczynę? - Mulat zmarszczył czoło, intensywnie się zastanawiając.
-Czemu mnie o to pytasz? - zapytał nagle.
-Wydawałeś mi się do tego najodpowiedniejszą osobą. - powiedziałem. Był jeszcze przecież Harry, ale on był za młody, żeby wszystko dobrze zrozumieć. Pokiwał głową, ze zrozumieniem. Przez chwilę wpatrywał się w jeden punkt, po czym przeniósł wzrok na mnie.
-Li, nie pakuj się w ich sprawy. Wiem, że chcesz dla wszystkich dobrze, ale... - urwał, spoglądając na mnie znacząco. Czyli doszedł do tych samych wniosków co i ja. Że to nie moja sprawa, że wybrać może tylko ona. Evelyn.
Podziękowałem Zaynowi za rozmowę, po czym udałem się z powrotem do domu. To był ciężki dzień. I nic nie zapowiadało, że następne będą lepsze.

Coś do poprawy? Zmienić coś może? Czy jest okej? ; d

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz