Rozdział 4.
Z ulgą wyszedłem z uczelni. Padał
lekki deszcz. Szybkim krokiem ruszyłem do auta. Przemierzałem
samochodem szare ulice Londynu, a chwilę później byłem już
przy mojej ulicy.
Jutro znowu wracałem do pracy. Dość
długi urlop pomógł mi stanąć na nogi. Nie żebym nie lubił
pracy kelnera, która swoją drogą była nawet dobrze
opłacalna, ale trudno było mi pogodzić studia i pracę.
Znudzony przewijałem kolejne kanały.
Zirytowany wyłączyłem telewizor i szybko wybrałem numer
Harry'ego. Potrzebowałem rozrywki. Inaczej umrę w strasznych
konwulsjach, zanudzając się na śmierć.
-Halo? - odezwał się głos Hazzy.
Musiałem obudzić Loczka, bo głos miał tak zaspany, że prawie
pomyliłem go z zombie.
-Przyjdziesz? Zadzwonię do chłopaków,
obejrzymy jakiś film... - usłyszałem jak mruczy coś
,,niewyspaniu'' i ,,irytującym niewyżytym staruchu''. Zmrużyłem
oczy.
-No... kiedy mam się stawić? -
burknął.
-O 19. I jeszcze jedno, Harold.
-powiedziałem. Nienawidził swojego pełnego imienia. - Nie jestem
staruchem. - rozłączyłem się. Musiałem jeszcze zadzwonić do
Liama, Zayna i Blondiego. Tego ostatniego nie miałem ochoty słyszeć,
a co dopiero oglądać. No ale bądź co bądź, byliśmy
przyjaciółmi.
Szybko podjechałem pod najbliższy
market. Znalazłem (o dziwo) miejsce na parkingu. Od razu
skierowałem się na dział ze słodyczami. Wziąłem dwie paczki
żelków, po czym ruszyłem dalej. Po drodze wziąłem jeszcze
3 paczki chipsów, kilka napoi i ciastka. Znając życie Niall
i tak zje połowę(jak nie będzie zbyt głodny). Zapłaciłem, po
czym z ulgą wyszedłem ze sklepu. Miałem jednak niejasne
przeczucie, że o czymś zapomniałem...
Kilka minut po 19 do domu bez
pukania wrąbali mi się chłopacy. Powinienem zamykać drzwi...
Od razu w oczy rzuciła mi się blada
twarz Niallera. Nie wyglądał za dobrze, a gdy tylko zobaczył, że
mu się przyglądam, odwrócił speszony, wzrok. Coś tu było
całkiem nie tak.
~Oczami Liama~
Weszliśmy do domu Louiego. Przed
wyjściem poprosiłem farbowanego, żeby zachowywał się w miarę
normalnie. Cały czas chodził taki przygaszony i zamyślony. Na
dodatek opuszczał lekcje i zaczął palić. Co się dzieje z tym
chłopakiem? Moje intensywne rozmyślania przerwał Zayn machający
mi przed oczyma.
-C-co? O co chodzi? - zapytałem. Harry
wybuchnął głośnym śmiechem, przy okazji ukazując słodkie
dołeczki. Lou tylko przewrócił oczami i powiedział:
-Pytałem, czy pasuje Ci horror, czy
wolałbyś oglądać coś innego.
-Może... może być. - mruknąłem z
niechęcią. Z całego serca nienawidziłem horrorów, ale
widziałem napalone miny moich przyjaciół. Nie chciałem
burzyć ich szczęścia.
Po moim mini zawale serca, kiedy to
przed oczyma wyskoczył mi jakiś ohydny potwór, stosiku
mrożących krew w żyłach wrzasków oraz zawyżonej dawce
masakry Niall wyszedł cicho z pokoju.
Chłopcy byli zbyt zajęci filmem, więc
i ja wymknąłem się szybko za nim. Siedział przy stole, lekko się
trzęsąc. Płakał? Serce mi zmiękło, ale zaraz ściągnąłem
gniewnie brwi. Co się z nim do cholery, działo?
-Niall? - jego zapłakana twarz szybko
zwróciła się ku mojej. Zrobił groźną minę i warknął:
-Wal się... - nie zniechęciło mnie
to. Usiadłem koło niego i objąłem ramieniem. Natychmiast się
odsunął. Jak dziecko. Westchnąłem cicho, po czym zapytałem:
-O co chodzi? Od jakiegoś czasu...
zachowujesz się dziwnie. - chłopak spojrzał na mnie smutno, po
czym szepnął cicho, patrząc gdzieś w przestrzeń:
-Czemu po prostu nie możesz udawać,
Liam? Że nic się nie dzieje? Tak jak oni... - skinął głową na
salon, w którym siedzieli maniacy horrorów.
-Bo się martwię. Zresztą może Ci
się wydaje, że nic ich nie obchodzi. - przybrałem srogi ton głosu.
-Nie widzisz tego? Martwimy się o
Ciebie! - Farbuś znowu się rozpłakał. Chyba próbował coś
powiedzieć, ale nie potrafił. Coś bardzo, ale to bardzo go bolało.
Widziałem to lepiej niż doskonale. Kilka minut później się
trochę uspokoił i zaczął:
-Li, ja już nie mogę... Evelyn...
Louis... - załkał. Przytuliłem go mocno. Ach, głupi, mały,
Irlandczyk. Mógł od razu z tym do mnie przyjść. Potarłem
lekko dłonią jego plecy.
~Oczami Louisa~
Zapatrzony w krwawe scenki filmu
nawet nie zauważyłem, jak Liam i Niall zniknęli z pokoju. Pełen
obaw i ja wyszedłem. A co jak ich coś porwało? Wzdrygnąłem się.
Kurna, Lou, nie masz 5 lat. - odezwało się moje drugie ja. Nagle z
kuchni usłyszałem rozpaczliwy szept Nialla:
-Li, ja już nie mogę... Evelyn...
Louis... - stanąłem jak wryty. Co on, do jasnej cholery, chciał od
Eve? Chciałem tam wejść i zapytać go o to, ale postanowiłem
poczekać na rozwój sytuacji.
Chwilę potem Liam zaczął:
-Ja... nie będę kibicował żadnemu z
was. To sprawa między wami a Evelyn. To ona wybierze. - ona
wybierze? Ona. Wybierze. Sprawa. Evelyn. Louis, ty idioto! -
warknąłem do siebie w myślach. - Ty niedomyślny debilu! Niall się
zakochał. W Evy. Zapałałem jeszcze większą niechęcią i
nienawiścią do farbowanego blondyna. Zdenerwowany szybko ubrałem
buty, szarpnąłem za sobą kurtkę i wybiegłem jak oparzony z domu.
W głowie wirowało mi od myśli. Czyżbym miał konkurencję?
Poszedłem do najbliższego klubu. Było
tam duszno, muzyka dudniła w uszach. Rozgrzane od tańca ciała
kobiet przyciągały mnie zachęcająco. Uśmiechnąłem się pod
nosem. Usiadłem przy barze.
-Coś podać? - zapytał barman.
Oczywiście, na początek musiałem wybrać piwo. Dopiero później
miałem zacząć się rozkręcać.
Rano obudziłem się z potężnym
bólem głowy. Jęknąłem cicho. Zaraz... gdzie ja jestem?
Rozejrzałem się po nieznanym mi miejscu. Pierwsze, co rzuciło mi
się w oczy, to pół naga, śpiąca blondynka. Zagwizdałem
cicho. Nawet schlany gust miałem nie najgorszy. Wszedłem
dziewczynie do łazienki, żeby rozglądnąć się za jakimiś
tabletkami. Nagle stanąłem jak wryty. Boże. Jak. Ja. Wyglądam.
Obraz nędzy i rozpaczy. No po prostu bomba. Westchnąłem
zrezygnowany. Po chwili w oczy rzuciła mi się apteczka. Uradowany,
znalazłem w niej to czego szukałem. Szybko obeznałem mieszkanie,
po czym wszedłem do kuchni. Nalałem sobie wody do szklanki i
popiłem tabletkę. Dość dziwnie tak buszować po czyimś
mieszkaniu... ale przetrwać jakoś trzeba, a głowa napierdzielała
mnie niesamowicie. Pewnie uznacie mnie za chama, ale pozbierałem
swoje rzeczy, i bezceremonialnie wyszedłem z domu dziewczyny.
Powoli przypominałem sobie
wydarzenia z nocy. Rozmowa, taniec, pocałunek i łóżko.
Czyli jak zwykle po imprezie. Nagle przypomniałem sobie powód
tych rzeczy. Niall. Ponure myśli o blondynie zajęły cały mój
umysł.
Już miałem dochodzić do momentu,
kiedy wyobrażam sobie dziecięcy płacz Horana, kiedy trzymam Eve za
rękę... kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Zmieszany szybko je
otworzyłem. Za nimi zastałem Harry'ego, Liama i Zayna z założonymi
rękoma. Wyglądali naprawdę przekomicznie. Parsknąłem śmiechem.
-No i z czego się lejesz, idioto?! -
warknął mulat. Wystraszony spojrzałem na ich zagniewane twarze. Po
raz pierwszy widziałem ich takich poważnych...
-Szukaliśmy Cię. Całą. Kurwa.
Prawie. Noc. - wycedził Harry. Zayn zacisnął pięści, a Li tylko
pokręcił głową. Naraz moje buty stały się naprawdę ciekawym
obiektem.
-I nic nie masz do powiedzenia?! -
krzyknął rozwścieczony Payne. Otworzyłem szeroko oczy, nieomal
padając ze zdumienia. Nigdy nie był taki agresywny wobec mnie.
Nigdy nie był taki agresywny wobec NIKOGO. Bąknąłem coś, co
miało brzmieć jak: ,,przepraszam”. Wszyscy jak na komendę,
prychnęli.
-Przepraszam Ci powie... - mruknął
Zayn, trąc oczy jak małe dziecko. - A... i po co Ci ten cholerny
telefon, jak z niego nie korzystasz?!
-Dajcie mi już spokój... -
wyjęczałem. W moich oczach pojawiły się malutkie łezki. Widać
było, że Haroldowi zmiękło serce, bo spojrzał na mnie
rozczulony. Byłem najlepszym aktorem świata!
~Oczami Evelyn~
Znudzona robiłam notatki. Ostatnia
lekcja... nareszcie! Tak bardzo chciałam wyjść z klasy, pójść
na miasto i się zabawić! Niestety, muszę poczekać jeszcze długie
45 minut. Znudzona wyjrzałam za okno. Jak zwykle lał deszcz.
Oddałam się całkowicie przemyśleniom. Może wyjdę gdzieś z Lou?
Och nie, nie. Wyjdziesz gdzieś z
przyjaciółkami. - warknęłam do siebie w myślach. Tak,
ostatnio strasznie je zaniedbywałam. Powinnam była jakoś im to
wynagrodzić.
Dzwonek. Och taaak! Z uśmiechem
wyszłam z sali, z zamiarem poczekania na dziewczyny. Byłyśmy w
innych klasach, ale kończyłyśmy o tych samych godzinach. Znaczy ja
i Annabell. Katie ma zwolnienie z w-f.
Po kilku minutach zobaczyłam wysoką
dziewczynę, z prostymi czarnymi włosami. Miała tak dziwnie
niebieskie oczy... Annabell. Promieniała ze szczęścia.
-Hej, co się dzieje? - zapytałam na
wstępie. Ann spojrzała na mnie, zdziwiona. Była o niebo lepszą
aktorką niż ja, ale znałam ją za długo. Coś się działo.
-Nie rozumiem. - powiedziała. W jej
oczach tańczyły wesołe iskierki. Tak, z pewnością coś było na
rzeczy. Robiąc minę w stylu : ,,Ann, skończ'', zapytałam:
-Myślisz, że się nie dowiem? -
dziewczyna wywróciła oczami. Nie miałam czasu się z nią
kłócić, bo zaraz coś, a raczej ktoś uwiesił mi się na
ramieniu.
-To jak, idziemy? - zaświergotała.
Kat. Przytaknęłam i wszystkie trzy ruszyłyśmy w stronę wyjścia.
Wolność! Miałam ochotę krzyknąć. Bells wyciągnęła telefon i
szczerząc się do ekranu, zawzięcie z kimś esemesowała. Katie,
nie zauważając jakby żadnej zmiany, wesoło podskakiwała. Co z
nimi jest nie tak? A może to ja jestem przewrażliwiona? - myślałam.
Niewidzącym wzrokiem szłam przed siebie.
-Ej! Evy! -krzyknęła za mną Katie.
Zamrugałam oczami i ze zdziwieniem stwierdziłam, że stoję dobre
kilka metrów przed nimi. Zmieszana podeszłam do dziewczyn.
Obydwie parsknęły śmiechem. Jednak w przypadku Bell, był on
raczej wymuszony.
Siedziałyśmy w samochodzie,
zdenerwowane. Korki jak ja Cię. Chciałyśmy wybrać się na coś do
kina. Ruda nie miała dzisiaj ochoty na imprezowanie, co było
bardzo, bardzo dziwne. Cały ten dzień jest jakiś pokręcony. Nagle
rozdzwonił się dźwięk mojego telefonu. Niall?
-Halo?
-Hej. - usłyszałam roześmiany głos.
Zrobiło mi się cieplej na sercu. Temu Irlandczykowi zawdzięczałam
naprawdę wiele.
-Cześć. - powiedziałam, mimowolnie
rozciągając usta w uśmiechu. Nie miałam zielonego pojęcia, czemu
Louis mógłby być zły na Nialla. Jasne, bardzo luźno
podchodził do niektórych spraw, ale poza tym?
-Robisz coś teraz? - zapytał. Tak,
oczywiście chciałabym coś robić, ale uniemożliwia mi to ten
gówniany korek.
-Siedzę w aucie i czekam na śmierć
głodową. - mruknęłam, na co on parsknął śmiechem. Burczało mi
w brzuchu, a ten niekończący się wąż samochodów w ogóle
się nie ruszał!
-No to przechlapane. -stwierdził
pogodnie. - Szkoda, myślałem że gdzieś byśmy wyszli. - w głębi
serca żałowałam, że nie mogę teraz wyjść, trzasnąć drzwiami
i pójść z Niallem.
-Ach, może jutro? - nie wiem czemu,
ale chciałam zobaczyć, co z Niallerem. Od zajścia na ulicy miałam
jakieś nieodgadnięte uczucie, że łączy nas jakaś więź.
Oczywiście to żadne z tych uczuć towarzyszących mi przy
Tomlinsonie.
-Świetnie! - ucieszył się. -
zadzwonię do Ciebie, to się umówimy, okej?
-Jasne. Do zobaczenia. - powiedziałam.
Chłopak rozłączył się. Katie wyzywająco na mnie spoglądała. O
co chodzi? Wręcz przeszywała mnie na wskroś. No co ja takiego
zrobiłam?
-Masz chłopaka, a ja o tym nie wiem? -
wysyczała. Niemal mogłam się przestraszyć jej wrogiego tonu.
Pokręciłam głową, zaraz jej tłumacząc:
-Dzwonił do mnie Niall. Pytał, czy
jestem teraz wolna.
-Chciał się spotkać, tak? -
mruknęła, patrząc gdzieś w dal. - To pierwsza oznaka! - krzyknęła
podniecona, szczerząc kły.
-Jaka oznaka? To tylko mój
znajomy. - zaakcentowałam słowo tylko, na co ona skrzywiła się.
Zaczęła zaraz tłumaczyć, że to minie. Ja, niezbyt zrelaksowana,
musiałam słuchać jej długiego monologu.
~Oczami Liama~
Zagłębiałem się w lekturze. Było
tak, jak lubię. Za oknem ciemność, drewno w kominku wydaje ciche
trzaski, ja popijam ciepłą herbatę... jestem sam. Idealnie. Nie
byłem typem imprezowicza.
Po przeczytaniu kilkudziesięciu
stron książki, myśli same zaczęły wirować w mojej głowie.
Dwoje przyjaciół, obaj zakochani w jednej dziewczynie.
Przecież to się skończy katastrofalnie! Schowałem twarz w
dłoniach. Co robić, co robić? Po raz pierwszy w życiu nie umiałem
sobie odpowiedzieć na to pytanie. Czułem się z tym źle. Nie
mogłem pomóc żadnemu.
Rozmyślałem tak przez dłuższą
chwilę. W końcu podniosłem się z kanapy. Dosyć, wychodzę. -
pomyślałem. Założyłem buty, chwyciłem kurtkę, telefon i
szalik, po czym wyszedłem. Jedynym źródłem światła były
uliczne latarnie. Miałem zamiar iść do Zayna. Jakaś cząstka mnie
wierzyła, że Malik da mi jakieś potrzebne wskazówki.
Zapukałem kilka razy do drzwi
chłopaka. Otwarła mi jego matka.
-Och, Liam. - uśmiechnęła się
radośnie. - Miło Cię znów widzieć.
-Dobry wieczór. Jest może Zayn?
- zapytałem szybko. Kobieta przytaknęła, mówiąc, że jest
u siebie. Popędziłem szybko na górę. Drzwi jego pokoju były
leciutko uchylone.
-Hej. - mruknąłem. Chłopak spojrzał
na mnie nieprzytomnym wzrokiem. Wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-Co cię tu sprowadza, Daddy? - zmrużył
oczy. Przygryzłem lekko wargę. No co mu miałem powiedzieć?
,,Słuchaj Zayn, wiem że to może dziwnie zabrzmieć, ale Niall i
Louis się zakochali w Evelyn, wiesz? No, to któremu mam
pomóc, jak myślisz?'”. Przecież to było komiczne!
-Jest jedna sprawa. - zacząłem. - Co
byś zrobił... gdyby twoi dwaj znajomi, kochali by tą samą
dziewczynę? - Mulat zmarszczył czoło, intensywnie się
zastanawiając.
-Czemu mnie o to pytasz? - zapytał
nagle.
-Wydawałeś mi się do tego
najodpowiedniejszą osobą. - powiedziałem. Był jeszcze przecież
Harry, ale on był za młody, żeby wszystko dobrze zrozumieć.
Pokiwał głową, ze zrozumieniem. Przez chwilę wpatrywał się w
jeden punkt, po czym przeniósł wzrok na mnie.
-Li, nie pakuj się w ich sprawy. Wiem,
że chcesz dla wszystkich dobrze, ale... - urwał, spoglądając na
mnie znacząco. Czyli doszedł do tych samych wniosków co i
ja. Że to nie moja sprawa, że wybrać może tylko ona. Evelyn.
Podziękowałem Zaynowi za rozmowę,
po czym udałem się z powrotem do domu. To był ciężki dzień. I
nic nie zapowiadało, że następne będą lepsze.
Coś do poprawy? Zmienić coś może? Czy jest okej? ; d
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz