Siedzieliśmy w milczeniu. Leżałam w
ramionach Louisa. Chłopak był nieco zmartwiony.
-Evy, powiesz mi, o co chodzi? -
zapytał. Ujął delikatnie moją rękę. Odetchnęłam głęboko, po
czym zdołałam wykrztusić:
-Okłamywała mnie.
-Kto?
Zagryzłam wargę.
-Hannah. - wymówiłam to imię z
pogardą. Nie mieściło mi się to w głowie, że mogłam dać się
tak oszukać.
Cisza. Louis nie pytał o nic
więcej, wiedząc, że tylko jeszcze bardziej by mnie to raniło.
Byłam mu za to bardzo wdzięczna.
-Lou, będę mogła pomieszkać tu
przez trochę...?
Jego reakcja była natychmiastowa.
-Och, tak, tak oczywiście. Możesz
zostać tu, na ile Ci się podoba. - na jego twarzy rozkwitł ten
wspaniały uśmiech, które zaparł mi dech wtedy, w
kawiarence.
Chłopak wskazał mi mój
pokój, po czym usunął się z wzroku. Obleciałam wzrokiem
całe pomieszczenie. Kremowa tapeta, duże białe łoże, niewielki
regalik z całym stosem starych książek, biurko, dość obszerna
szafa oraz ogromne okno z pomarańczowymi zasłonami.
Nieco później uświadomiłam
sobie, że jest jeszcze impreza Nialla. Była już 8 wieczorem. Nawet
niezbyt sprzyjające okoliczności nie zdołały zatrzymać mnie w
domu. Zadowolona, że wzięłam kosmetyczkę i moje ulubione ciuchy,
podreptałam do łazienki.
-Louis? - zawołałam z salonu. Chłopak
odkrzyknął coś niezrozumiałego, po czym ukazał się na schodach.
-Mhm?
-Ubieraj się. - powiedziałam.
Tomlinson zamrugał szybko oczami, niezbyt rozumiejąc, o co mi
chodzi. Przewróciłam oczami. - Idziemy do Nialla, prawda?
Chłopak wyglądał na nieco
zdezorientowanego.
-Nadal chcesz iść?
Pokiwałam twierdząco głową.
Z rogalem zszedł na dół.
Westchnęłam ciężko, mamrocząc:
-Na prawdę bardzo się przebrałeś. -
wcześniej miał na sobie czerwone spodnie i białą bluzkę w
niebieskie paski. Teraz ma granatowe spodnie i granatową bluzkę w
białe paski!
Wzruszył tylko ramionami, biorąc mnie
za rękę, i delikatnie ciągnąc w do drzwi. Przygryzłam wargę,
żeby nie zacząć szczerzyć się jak idiotka.
W aucie znowu przypomniałam sobie
powód mojego zawodu i żalu. Przyłożyłam rękę do czoła,
myśląc intensywnie, jak nie zepsuć wszystkim imprezy moim humorem.
Może po prostu na wstępie się zachlam? Ach, nie. Podobno człowiek
po alkoholu znacznie częściej mówi prawdę. Hm. Właśnie.
Przed 21 rokiem życia nie powinnam tykać niczego w tym rodzaju. Ale
wtedy, to szczerze mało mnie to obchodziło.
Wyszłam z auta. Moim oczom ukazał
się średniej wielkości domek. Wyglądał bardzo przyjemnie.
W środku, co mnie zaskoczyło, było
całkiem nowocześnie. W środku przeważały kolory białe i beżowe.
Minimalistyczne ozdoby, mały szklany stolik, 40 calowy telewizor,
kanapa i fotele, wieża stereo. Mogłabym wymieniać tak bez końca,
co znajdowało się w pokoju, ale Nialler przerwał moje
przemyślania.
-I co Evy, jak się podoba? - jego
radosny nastrój zaraz mi się udzielił. Odpowiedziałam mu
promiennym uśmiechem. W jego oczach zajaśniał jakiś niezbyt
określony błysk.
Całkiem nieźle bawiłam się z
Zaynem i Farbusiem. Pomagałam im w wybieraniu utworów,
szykowaniu przekąsek, których szczerze powiedziawszy, było
więcej niż przypuszczałam, sprzątaniu itp. Lou przez cały czas z
nieobecnym wzrokiem siedział na kanapie. Lekko zaniepokojona
usiadłam koło niego. Tommo, wyrwany z zamyślenia uśmiechnął się
krzywo.
-Nie powinienem był przychodzić... -
mruknął, wlepiając wzrok w swoje ręce. Byłam zaskoczona
gwałtowną zmianą jego humoru.
-Och, nawet tak nie mów! -
powiedziałam, marszcząc lekko brwi.
W końcu zaczęli się zbierać
ludzie. Większą część z nich znałam. Na sam koniec pojawił się
Harry, który gdy ja przyjechałam do Louisa, zmył się szybko
do siebie. Zastanawiałam się, gdzie był Liam.
Na początku było dosyć...
normalnie. Każdy wypił 1 drinka, później 2. Atmosfera stała
się coraz bardziej wyluzowana. Zayn zaproponował, żebyśmy zagrali
w butelkę. Norma. Zdecydowana większość gości przystanęła na
to ochoczo, w tym ja. Zadania na początku były łatwe, ale wraz z
ilością wypitego alkoholu stawały się coraz bardziej śmiałe.
Jakaś dziewczyna zakręciła butelką. Wypadło na Nialla.
-Zadanie – mruknął Horan.
-Masz powiedzieć, co myślisz o osobie
po twojej prawej. - i albo to było jakoś szatańsko uknute, albo
los bardzo mnie nienawidzi... po prawej Niallera siedział nie kto
inny, tylko Louis Tomlinson, proszę państwa.
Niall zaśmiał się niemal obłąkańczo
pod nosem, po czym wybełkotał:
-Idiota, tępy chuj, ogólnie go
nienawidzę. - w tym momencie cały spożyty przeze mnie alkohol
jakby wyparował. Tomlinson rzucił mu groźne spojrzenie. I
zapewniam wszystkich, że jeżeli wzrok mógłby zabijać, to
Irlandczyk byłby już martwy. Niall nadal głupkowato się
uśmiechał, a Louis sprawiał wrażenie, jakby zaraz miał rzucić
się na blondyna.
Kilka zadań później,
wypadło na mnie. Harry poruszył zabawnie brwiami, zadając mi
zadanie:
-Masz. Pocałować. Najbardziej
atrakcyjną osobę w tym pokoju, dla Ciebie. - bomba. Wiedziałam, że
muszę wykonać to iście szatańskie zadanie, bo inaczej będzie
karne, o stokroć gorsze od tego. Mój wzrok spoczął na
Louisie, który całkiem pewnie na mnie spoglądał.
Zdenerwowało mnie to. Sama nie wiem czemu zbliżyłam się nieco
Nialla, a on delikatnie przyciągnął mnie. Liznął szybko moją
wargę. Odchyliłam nieco usta, dając mu większe pole do popisu.
Nasze języki toczyły jakby zawziętą walkę. Wplotłam palce w
jego włosy, zupełnie nie panując nad tym, co robię. Przejechałam
mu językiem po podniebieniu, na co on jęknął mi cicho w usta.
Rozległy się pomruki i cichutkie chichotanie, co pomogło mi
otrzeźwieć. Zassałam jeszcze jego wargę, po czym odkleiliśmy się
od siebie. Chłopak wpatrywał się we mnie, z aprobatą. Louis
wyglądał na zaskoczonego. Irish boy rzucił mu znaczące
spojrzenie.
Muzyka dudniła mi w uszach. Szum w
głowie utrudniał mi koncentrację, co trochę mi przeszkadzało.
Nigdzie nie widziałam ani Nialla, ani Louisa. Chwiejnie podeszłam
do drzwi. Pewnie byli na zewnątrz. Nie myliłam się. Na tyłach
domu stał tleniony blondyn i Tomlinson.
-Odwal się od niej. - wysyczał Lou.
Niall prychnął, kręcąc głową.
-Niestety, nie skorzystam z propozycji.
- warknął w odpowiedzi.
Zamarłam. Po raz pierwszy Irlandczyk
wyglądał tak... groźnie. Uśmiechał się kpiarsko, co wyglądało
paskudnie na jego delikatnej twarzy.
-Ona i tak Cię nie wybierze. -
wycedził przez zaciśnięte zęby Louis.
Blondyn parsknął śmiechem, żeby
zaraz spoważnieć.
-Poniekąd już to zrobiła.
To zdanie wytrąciło całkowicie z
równowagi Tommo. Rzucił się na chłopaka. Przerażona
wbiegłam pomiędzy nich.
-Kretynie, złaź ze mnie... -
wycharczał Horan do Loui'siego.
Chłopak, zdenerwowany odszedł w miarę
szybkim krokiem jak na jego stan. Nawet się nie obejrzał. Zabolało.
Rano ledwo żyłam. Wyjęczałam cicho
imię Nialla. Tak, zostałam u niego na noc. Niezbyt podobała mi się
perspektywa wracania do domu po pijaku. No i nie miałam ochoty
skonfrontować się z Tomlinsonem. Nie wtedy.
Czułam się jakby zaraz miała
pęknąć mi głowa.
-Evelyn? - usłyszałam głos Niallera.
-Och... cicho. Nie mów tak
głośno... - powiedziałam słabo. Chłopak zaśmiał się
cichuteńko, wręczając mi 2 tabletki i szklankę. Spojrzałam na
niego z wdzięcznością.
Po południu wróciłam do
domu. Lou siedział na kanapie, zażerając marchewki. Niepewnie
weszłam do pokoju.
-Hej. - mruknęłam, czekając na jego
reakcję.
Louis spojrzał na mnie, lekko
zdezorientowany.
-Ochm, to ty. Cześć. - jego obojętny
ton głosu mnie nie zraził. Podeszłam wolno do kanapy, wyłączając
telewizor. Wydał z siebie jęk protestu.
-Co to miało być? - zapytałam,
oczekując wyjaśnień.
-O co Ci chodzi? - udawał że nic nie
wie. Super. Odwrócił wzrok. I mówcie mi, że to
kobiety są trudne!
-Nawet mnie nie wnerwiaj. - zmroziłam
go spojrzeniem. - Dlaczego robisz jakieś dzikie awantury Horanowi?!
-Dzikie awantury? - powtórzył z
rozbawieniem. - wybacz, ale dramatyzujesz.
Przesada. Ta jego maska wrednego dupka
zaczynała mnie powoli irytować. Sama nie wiedząc co właściwie
robię, wyszłam na zewnątrz, trzaskając drzwiami.
Stałam pod domem Annabell. Kto jak
kto, ale ona zawsze mi jakoś pomoże. Tylko co ja jej miałam
powiedzieć? Że jestem żałośnie zakochaną dziewczyną, która
nie wie co ma zrobić z jej głupim obiektem westchnień?
-Evelyn? - zza drzwi wyjrzała Bell. -
zauważyłam Cię przez okno... długo stoisz? - wyglądała, jakby
zaraz miała tarzać się po chodniku ze śmiechu.
-Eh, zamyśliłam się. - mruknęłam,
lekko zarumieniona. - Mogę wejść?
-Tak, tak, chodź. - uśmiechnęła się
ciepło.
W domu Annabell jak zwykle było
niemal sterylnie czysto. Z kuchni dobiegło mnie wesołe
pogwizdywanie mamy mojej przyjaciółki. Zrobiło mi się
cieplej na sercu.
-Boże, Eve... - wyszeptała zaskoczona
Belly. Opowiedziałam jej wszystko. O Hannah, imprezie, moim
pocałunku i tym cholernie wnerwiającym zachowaniu Louisa. Teraz
dziewczyna uspokajała mnie ( bo oczywiście się rozryczałam jak
jakiś mięczak... ) i zapewniała, że teraz może być tylko
lepiej. Nie bardzo w to wierzyłam.
-I co ja mam zrobić, Ann? - wydusiłam
drżącym głosem.
-Porozmawiaj z nim. - powiedziała
dobitnie. - tylko spokojnie. Poproś go, żeby wytłumaczył Ci swoje
zachowanie.
-Ale z nim się nie da rozmawiać...
-Evelyn! - przerwała mi. - Postaraj
się. Zależy Ci na nim, prawda?
Skinęłam głową.
-No i widzisz. - przytuliła mnie do
siebie mocno. - Bo z twojej opowieści też mam wrażenie... że on
jest o ciebie zazdrosny.
Osłupiałam. Louis? Zazdrosny? O mnie?
-N-nie, Ann, to raczej mało możliwe...
- zaczęłam delikatnie. Moja przyjaciółka zmarszczyła brwi.
-Więc jak chcesz wytłumaczyć całe
to jego zachowanie? Myślisz, że chciałby Cię do siebie
zniechęcić? - chciałam coś powiedzieć, ale patrzyła na mnie z
miną która wyraźnie mówiła: ,,Nie przerywaj mi, bo
więcej Ci nie doradzę''. - Jakoś mało prawdopodobne. -
stwierdziła chyba w zamyśleniu.
Wracałam do domu Louisa, poważnie
zastanawiając się nad słowami Bell. Zazdrosny? Nie to nie jest
możliwe. Chciałabym, owszem chciałabym żeby był zazdrosny, ale
to nie miało miejsca bytu!
Gdy tylko wkroczyłam do
przedpokoju, naskoczył na mnie wściekły Louis.
-Gdzie ty byłaś, dziewczyno?!
Zamrugałam szybko oczami, po czym w
sekundzie się zreflektowałam.
-Wyszłam jak najdalej od twoich
humorów. - odparłam, wpatrując się w niego wyzywająco.
-Ja mam humory? Błagam Cię, Evelyn.
To ty cały czas się kłócisz o nie wiadomo co. - skrzywił
się lekko. Założyłam ręce.
-Och, tak. To wszystko moja wina. A
więc przepraszam księcia, że się martwię! Już więcej nie
zamierzam! - krzyknęłam, wymijając go. Zatrzymał mnie,
przyciągając do siebie.
-Możesz mi wytłumaczyć, o co
właściwie Tobie chodzi? - chłód który brzmiał w
jego głosie nieco mnie przestraszył.
-Nie, Louis. To ty powinieneś mi
wszystko wytłumaczyć. - powiedziałam, kierując się do swojego
pokoju.
Scena pocałunku... okropna wiem. Najgorsza jaką pisałam. Jestem nic nie umiejącym zrobić ładnie mugolem. D: