Wreszcie. Tak oto i nadszedł ten
dzień, na który wszyscy czekali... piątek! Zaśmiałam się
radośnie, z własnej głupoty. Miałam wiele pomysłów, jak
spędzić owy cudowny, wolny czas (oczywiście praktycznie wszystkie
plany wiązałam z Louisem).
Było kilka minut po 17. I nagle do
głowy wpadła mi dość ciekawa myśl... jednak czy nie brzmiałabym
głupio? Zagryzłam wargę. Po chwili wahania wybrałam jednak numer
do Tomlinsona.
Chłopak odebrał niemal natychmiast.
-Hej. - zamruczał. Mini atak serca.
Ten głos... Ev, Ev, ty zakochana idiotko. - pomyślałam. Szybko
odzyskałam panowanie nad swoim ciałem.
-Cześć. Wiesz, mam pewną sprawę -
zaczęłam, starając się brzmieć neutralnie. - widzisz...
pomyślałam, że może zabrałbyś swoich przyjaciół, ja
jakieś koleżanki? Wyszlibyśmy gdzieś. - Przez chwilę kalkulował
moją propozycję. Po chwili powiedział, uradowany:
-Okej. Przyjadę po Was. - rozłączył
się. Okej. Trzeba by było zadzwonić do Katie, bo Annabell raczej
się nie da namówić.
Po kilkunastu minutach wreszcie się
rozłączyłam. Kat była super-podniecona. Wrzeszczała mi do
słuchawki cały czas. Cała ona. Z uśmiechem na twarzy powędrowałam
do łazienki. Szybko pokryłam moje rzęsy tuszem, a po ustach
przejechałam bladoróżowym błyszczykiem. Rozczesałam włosy
i dopiero po chwili zorientowałam się, jak bardzo drżą mi ręce.
Nie rozumiem. Nigdy aż tak bardzo nie denerwowałam się spotkaniem
z Louisem. Tyle że teraz... towarzyszyła mi moja przyjaciółka.
Spaliłabym się ze wstydu, gdyby ,,przypadkiem” napomknęła, że
gadam o chłopaku cały czas. Oddychałam głęboko. Spokojnie, tylko
spokojnie. Będzie okej. Musi być.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Pobiegłam otworzyć. Powitał mnie szeroki wyszczerz rudej. Tak,
była idealnie rozluźniona. Albo zachowywała pozory.
-Katie. Zapamiętaj. Mnie teraz. -
powitałam ją. - Żadnych numerów. - spojrzałam jej głęboko
w oczy. Dziewczyna parsknęła perlistym śmiechem, po czym na hak
odwiesiła kurtkę i szalik.
-Masz moje słowo. - przyrzekła,
kierując się do salonu. Uwielbiałam i Ann i Kat, ale wolałam
towarzystwo tej drugiej. Zawsze była taka pełna życia. Za to Bell
potrafiła naprawdę dobrze poradzić w niektórych sprawach.
Nim się obejrzałam, Louis zatrąbił
klaksonem. Serce niemal wyskoczyło mi z piersi. Założyłam kurtkę,
po czym szybko ubrałam trampki. Katie miała lekko zaróżowione
policzki. Uśmiechnęłam się, po czym obydwie wyszłyśmy z domu.
Otworzyłam drzwiczki samochodu Lou, po czym zajęłam miejsce obok
niego.
-Okej... - zaczął. - Chłopcy, to
jest Evelyn. - przedstawił mnie. Przeleciałam szybko po twarzach.
Wszyscy dosłownie promienieli. - Harry
– wskazał na loczka. - Zayn – chłopak z kolczykami w uszach i
niezłą fryzurą. - No i Liam. Nasz ojciec. - zaśmiał się
Tomlinson. Ten ostatni miał ścięte krótkie włosy.
-Hej, miło poznać. - powiedziałam. -
Ahm, więc to jest moja przyjaciółka... - nie było dane mi
zakończyć tego zdania.
-Katie. - wyszczerzyła zęby. Zayn
przyglądał jej się, zaciekawiony. Kat przygryzła wargę. Tak, z
tej dwójki na pewno coś kiedyś będzie. Nagle samochód
ruszył z piskiem opon. Spojrzałam morderczym wzrokiem na
Louis'iego.
-Zapnij pasy. - upomniał, szczerząc
się głupkowato do siebie. Pokręciłam głową, siłując się z
pasem. Chłopak z westchnieniem pomógł mi, jedną ręką
kierując.
-Matko boska, patrz jak jedziesz! -
jęknęłam. Tommo przewrócił oczami, mrucząc coś pod
nosem.
Zatrzymaliśmy się przy jakiejś
ulicy. Nagle zauważyłam dobrze znane London Eye. Ugięły się pode
mną kolana. Tak, mieszkam w Londynie od urodzenia, a nigdy nie
byłam na tym kole widokowym. Po prostu nie miał mnie kto zabrać.
Ktoś ścisnął mnie lekko za rękę. Serce mi stanęło, kiedy
zrozumiałam, że to Louis.
-Boisz się? - szepnął. Kąciki jego
ust zadrgały, żeby zaraz jeszcze bardziej udoskonalić jego twarz.
Udoskonalić rzecz jasna, wspaniałym i łagodnym uśmieszkiem.
-Tak... - mruknęłam. Lou objął mnie
w talii, przytulając do siebie. Zawał. Zza moich pleców
dobiegło mnie głośne: ,,Awww”. Odwróciłam się. Liam,
Zayn, Harry i Katie przyglądali nam się, rozczuleni. Zawiesiłam
głowę w dół, czerwieniejąc jak piwonia.
Louis po wielu moich protestach,
zapłacił za siebie i za nas. To znaczy za mnie i Kat, bo jak
stwierdził: ,,Za nich nie będę, bo to idioci.” Naprawdę,
przyjaźń na sto procent. Weszliśmy do jednej kapsuły. Ruszyło.
Przerażona, wpatrywałam się w Louisa. W końcu jednak przerażenie
ustąpiło szczęściu. Chłopak objął moje ramię. Razem
oglądaliśmy ten przepiękny widok. Londyn roztaczał się przed
nami niewinnie, pod osłoną nocy. Gwiazdy pobłyskiwały na niebie,
dodając wszystkiemu cudowną, romantyczną scenerię. Dyskretnie
spojrzałam w bok. Moja przyjaciółka stała koło Zayna,
rozanielona. Cieszyłam się jej szczęściem. Możliwe, że w końcu
znalazła sobie kogoś godnego siebie.
Nawet nie zauważyłam, kiedy
byliśmy z powrotem na dole. Z rogalami na twarzach szliśmy do
samochodu. I w tej chwili coś sobie uświadomiłam.
-Gdzie jest Niall? - Louis spojrzał
gdzieś w bok. Liam zagryzł wargę, Zayn spuścił wzrok. Harry z
dziwną miną powiedział:
-Nie chciał iść. - zmarszczyłam
brwi. Katie spojrzała na mnie, zaciekawiona. Weszłam do samochodu.
Przecież sam chciał się ze mną spotkać... musiał wiedzieć, że
ja też idę. Dziwne.
Jechaliśmy przed siebie. Nie
wiedziałam gdzie, a nie było nawet sensu pytać. Zapewne
doczekałabym się odpowiedzi: ,,Niespodzianka''. Siedziałam więc
wygodnie rozłożona, słuchając ,,Look after you'' od The Fray.
Kiedyś już to słyszałam... tylko kiedy?
Louis zahamował lekko. Chłopak
wyszedł, po czym otworzył moje drzwiczki. To było... całkiem
słodkie. Ucieszona tym drobnym gestem, wyszłam z tak cudownie
ciepłego i wygodnego auta. Tęsknym wzrokiem patrzyłam na
siedzenie. Louis zachichotał cicho, wplatając swoje palce w moje.
Byłam zaskoczona. Serce biło mi tak
szybko, jakby zamiast niego uwięziony był tam mały koliber.
Dopiero teraz rozejrzałam się po
okolicy... zaraz, zaraz... Byliśmy w parku. Ale nie w jakimś
zwykłym, które widuję właściwie na co dzień. St. James's
Park. Pamiętam że przechodziłam tędy raz czy dwa. Nigdy jednak w
nim nie spacerowałam. Ilekroć prosiłam o to mamę, ona tylko
mówiła: ,,Nadarzy się jeszcze okazja'' lub ,,Nie teraz, nie
mamy czasu''. Po chwilowym zerwaniu kontaktu ze światem, usłyszałam:
-Eve! - Loczek patrzył na mnie z
rozbawieniem. Louis zakrywał teatralnie twarz ręką, a Zayn tylko
zacmokał i powiedział:
-Jesteś dosłownie taka sama jak Liam.
- uśmiechnęłam się zakłopotana.
W końcu wszyscy udaliśmy się na
przechadzkę. Było naprawdę cudownie. Noc, ja i Lou trzymamy się
za ręce, a na dodatek otacza nas piękna sceneria. Chyba nie mogło
być lepiej. Jeżeli mam być szczera, to myślałam, że pójdziemy
do klubu, zabawimy się trochę. Ale tak jest lepiej.
Gdy już wychodziliśmy, wpadłam na
jakąś blondynkę. Nieco zmieszana przeprosiła. Przeniosła wzrok
ze mnie na Tomlinsona. Oczy dziewczyny otworzyły się szeroko ze
zdumienia.
~Oczami Louisa~
-Ty jesteś... - wyszeptała. To ona.
Ta dziewczyna, którą... poznałem. Serce biło mi szybciej.
Zamierzała mi coś zrobić? Nawrzeszczeć? I była jeszcze Ev... Po
prostu bomba. - Louis? Tak, dobrze mówię?
-Tak. - bąknąłem.
-Zostawiłeś mnie. - odparła głosem
niezdradzającym żadnych uczuć. Poczułem jak Evy puszcza moją
rękę. Zaczęła szybko odchodzić... co ja narobiłem?
-Evelyn! - krzyknąłem. Ona tylko
zaczęła biec. Katie obrzuciła mnie nienawistnym spojrzeniem.
-Przecież nic nie zrobiłem! - warknąłem, na co Harry ściągnął
brwi, znacząco spoglądając na blondynę.
-Jesteś draniem. - wysyczała, po czym
wymierzyła mi siarczysty policzek. - Oby Ci się w życiu nie
poukładało. - tak, to była prawda. Można powiedzieć, że
,,zdradziłem” moją miłość. Pewnie Ev zastanawia się, jaki ze
mnie idiota.
Stałem tak, patrząc się w jeden
punkt. Miałem dosyć.
-No może pójdziesz jej
poszukać?! - powiedział zdenerwowany Zayn, pocieszając Katie.
Przyjaciółka Evelyn na prawdę się o nią martwiła. Ja
zresztą też. Bez namysłu pobiegłem przed siebie. Jestem.
Debilem. Nie obchodziło mnie to, jak się czuła, wykorzystana
przeze mnie owa blondynka. Tak, wykorzystana. Można to było
inaczej nazwać? Obchodziło mnie tylko to, gdzie jest Evelyn. Muszę
wszystko jej wytłumaczyć. Szczerze jej zachowanie nieco mnie
zdziwiło. Ale czy ja nie złościłbym się, gdybym dowiedział się,
że Evy się puściła z jakimś innym? Cóż, ja to co innego,
bo ją... nie dziwnie to brzmi. Miłość...
Zwiedziłem wszystkie pobliskie
parki, najbliższe ulice, kawiarenki. Nigdzie jej nie było. Zacząłem
już tracić nadzieję, gdy zauważyłem dwie postaci. Przybliżyłem
się dyskretnie nieco bliżej, chowając się za krzakami jak
paparazzi chcący sfotografować jakąś gwiazdę. Nie było
wątpliwości. To musiała być ona. Była z... jakimś chłopakiem?
Tak, to z pewnością nie była kobieta. Jej towarzysz głaskał ją
czule po włosach. Niestety nie słyszałem, o czym rozmawiają. I w
jednym momencie skojarzyłem, kto ośmiela się tykać TAK Evelyn.
Mojej Evelyn. To mogła być tylko jedna osoba. Niall. Co on tu
robi?! Już chciałem tam podbiec, odsunąć Irlandczyka i
najnormalniej w świecie wyznać Evy, co do niej czuję.
Powstrzymałem się jednak szybko.
~Oczami Evelyn~
Bolało. Bolało jak cholera. Louis i
ta dziewczyna. Czułam, że rozpadam się na kawałki. Niby nic
między nim a mną nie zaszło. Ale to wszystko... duża łza
spłynęła mi po policzku. Po niej pojawiły się następne.
Usłyszałam kroki. Otarłam twarz,
starając się wyglądać normalnie. Popatrzyłam w bok, na ścianę
jakichś zarośli.
-Evelyn? - ktoś szepnął cicho.
Poderwałam głowę do góry. Nade mną stał Nialler.
Próbowałam uśmiechnąć się, ale niezbyt mi się to udało.
Chłopak usiadł koło mnie. - Coś się stało? - nie umiałam kryć
się z emocjami. Zaszlochałam cicho. Farbowany bez słowa przytulił
mnie. Wdychałam jego perfumy, powoli się uspokajając. Jego dłoń
przeczesywała lekko moje włosy. Od czasu wypadku z Niallem
widziałam się tylko kilka razy, więc jego gesty nieco mnie
zaskoczyły. Pomimo tego byłam mu wdzięczna. Nie musiałam
przynajmniej cierpieć w samotności.
Po kilkunastu minutach siedzenia w
ciszy, blondyn się ode mnie odsunął. Spojrzałam na niego,
zdziwiona.
-Jest zimno. - powiedział. - Chodź,
kilkadziesiąt metrów dalej jest mój dom. - skinęłam
głową. Wstaliśmy. Wziął mnie pod rękę i razem poszliśmy w
kierunku jego mieszkania.
Leżałam na łóżku Horana
pisząc z Katie. Dziewczyna strasznie się denerwowała. Uspokajałam
ją, mówiąc, że nic mi nie jest, i że Niall był na tyle
życzliwy, że pozwolił mi nocować u niego w domu.
Po tym wyłączyłam komórkę,
nie chcąc znowu przekonywać Kat, że to tylko mój kolega.
Przymknęłam powieki. Nawet nie usłyszałam, kiedy wszedł do
pokoju. Usiadł na skraju łóżka i westchnął. Otworzyłam
oczy.
-Obudziłem Cię? - zapytał cicho.
-Nie, nie spałam. - mruknęłam.
Chłopak wstał szybko, po czym powiedział:
-Śpię w pokoju gościnnym, pierwsze
drzwi na lewo. - zmarszczyłam brwi, po czym zaprotestowałam:
-Hej, możesz spać tutaj. W końcu to
ja jestem... - Niall pokręcił głową, wychodząc z pokoju.
Świetnie. Ułożyłam się jak najwygodniej. Moje myśli znowu
zaprzątnął on. Kim była ta blondynka? Jego dziewczyną? I czemu,
do licha, mówiła, że ją zostawił?! Zakryłam twarz dłońmi.
Pragnęłam zasnąć i obudzić się jako ktoś inny. Jako ktoś
szczęśliwy, bez żadnych zmartwień. Musiałam jednak pogodzić się
z tym, że jestem tylko Evelyn. Evelyn Smith.







