poniedziałek, 1 października 2012

Prolog.

Och, taak, prolog time! Dobra. Tutaj mamy taki ogólny wstęp do historii... bez zbędnych wstępów, oto i on:
Prolog.

  Zaspana skierowałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się po czym zaczęłam
czesać moje długie, ciemne włosy. Dzisiaj pierwszy dzień szkoły. Lekko zdenerwowana przygryzłam wargę. Dzisiaj też kończyłam 18 lat. Żegnajcie, żenujące, dziecięce lata!
  Po kilku minutach byłam już gotowa. Szybko zeszłam na dół, do kuchni. Na lodówce zobaczyłam
przylepioną małą kartkę. Pewnie od mamy – pomyślałam. Nie myliłam się, aczkolwiek nie byłam
zadowolona z treści:
Musiałam iść wcześniej do pracy.Zostawiłam ci pieniądze, gdybyś czegoś potrzebowała.Będę wieczorem, nie czekaj.Hannah.

Już od kilku lat kazała zwracać się do siebie po imieniu. Powtarzała wciąż, że jestem ,,już duża''.
Dziwnie było zwracać się tak do niej ze świadomością, że inni mówią do swoich rodzicielek
po prostu ,,mamo''. Nagle sobie coś uświadomiłam. Czyżby zapomniała o moich urodzinach?
Łzy zaszkliły się w moich dużych, piwnych oczach.
  Godzinę potem kierowałam się już w stronę szkoły. Na moje nieszczęście Annabell i Katie nie idą dzisiaj na rozpoczęcie. Annabell ma dłuższe wakacje, a Katie jest chora. No po prostu bomba.
Nagle wpadłam na jakiegoś mężczyznę.
-Och, przepraszam... - mruknęłam, podnosząc wzrok. Przed sobą miałam bladego, dobrze zbudowanego , nieco starszego ode mnie, chłopaka. Uśmiechał się cały czas ciepło. Jego zielono-niebieskie oczy jakby przeszywały mnie na wskroś.
-Nic się nie stało. - powiedział. Jego głos miał cudowną barwę... Taką... niespotykaną. Lekki wiatr
rozwiał jego i tak ułożone już w nieładzie, włosy. - Aż miło było wpaść na tak ładną dziewczynę.
Spłonęłam rumieńcem, po czym powiedziałam nieco zawstydzona:
-Z całym szacunkiem, ale to ja na Ciebie wpadłam. - uśmiechnęłam się. - Więc jako rekompensatę,
zapraszam Cię na kawę.
-Świetnie! - ucieszył się. - To o 16 w Brill, na Exmouth Market, dobrze? - obrzucił mnie słodkim uśmiechem.Boże, jaki on uroczy!-Jasne. Przy okazji, jestem Evelyn.-Miło mi, Louis. Louis Tomlinson. - puścił mi oczko, po czym szybko odszedł. Westchnęłam cicho, po czym podjęłam dalszą wędrówkę. Kto wie, może to przeznaczenie?

Okej, liczę, że się spodoba. ^ - ^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz