niedziela, 2 grudnia 2012

Rozdział 7.




Siedzieliśmy w milczeniu. Leżałam w ramionach Louisa. Chłopak był nieco zmartwiony.
-Evy, powiesz mi, o co chodzi? - zapytał. Ujął delikatnie moją rękę. Odetchnęłam głęboko, po czym zdołałam wykrztusić:
-Okłamywała mnie.
-Kto?
Zagryzłam wargę.
-Hannah. - wymówiłam to imię z pogardą. Nie mieściło mi się to w głowie, że mogłam dać się tak oszukać.
Cisza. Louis nie pytał o nic więcej, wiedząc, że tylko jeszcze bardziej by mnie to raniło. Byłam mu za to bardzo wdzięczna.
-Lou, będę mogła pomieszkać tu przez trochę...?
Jego reakcja była natychmiastowa.
-Och, tak, tak oczywiście. Możesz zostać tu, na ile Ci się podoba. - na jego twarzy rozkwitł ten wspaniały uśmiech, które zaparł mi dech wtedy, w kawiarence.
Chłopak wskazał mi mój pokój, po czym usunął się z wzroku. Obleciałam wzrokiem całe pomieszczenie. Kremowa tapeta, duże białe łoże, niewielki regalik z całym stosem starych książek, biurko, dość obszerna szafa oraz ogromne okno z pomarańczowymi zasłonami.
Nieco później uświadomiłam sobie, że jest jeszcze impreza Nialla. Była już 8 wieczorem. Nawet niezbyt sprzyjające okoliczności nie zdołały zatrzymać mnie w domu. Zadowolona, że wzięłam kosmetyczkę i moje ulubione ciuchy, podreptałam do łazienki.


-Louis? - zawołałam z salonu. Chłopak odkrzyknął coś niezrozumiałego, po czym ukazał się na schodach.
-Mhm?
-Ubieraj się. - powiedziałam. Tomlinson zamrugał szybko oczami, niezbyt rozumiejąc, o co mi chodzi. Przewróciłam oczami. - Idziemy do Nialla, prawda?
Chłopak wyglądał na nieco zdezorientowanego.
-Nadal chcesz iść?
Pokiwałam twierdząco głową.
Z rogalem zszedł na dół. Westchnęłam ciężko, mamrocząc:
-Na prawdę bardzo się przebrałeś. - wcześniej miał na sobie czerwone spodnie i białą bluzkę w niebieskie paski. Teraz ma granatowe spodnie i granatową bluzkę w białe paski!
Wzruszył tylko ramionami, biorąc mnie za rękę, i delikatnie ciągnąc w do drzwi. Przygryzłam wargę, żeby nie zacząć szczerzyć się jak idiotka.
W aucie znowu przypomniałam sobie powód mojego zawodu i żalu. Przyłożyłam rękę do czoła, myśląc intensywnie, jak nie zepsuć wszystkim imprezy moim humorem. Może po prostu na wstępie się zachlam? Ach, nie. Podobno człowiek po alkoholu znacznie częściej mówi prawdę. Hm. Właśnie. Przed 21 rokiem życia nie powinnam tykać niczego w tym rodzaju. Ale wtedy, to szczerze mało mnie to obchodziło.
Wyszłam z auta. Moim oczom ukazał się średniej wielkości domek. Wyglądał bardzo przyjemnie.
W środku, co mnie zaskoczyło, było całkiem nowocześnie. W środku przeważały kolory białe i beżowe. Minimalistyczne ozdoby, mały szklany stolik, 40 calowy telewizor, kanapa i fotele, wieża stereo. Mogłabym wymieniać tak bez końca, co znajdowało się w pokoju, ale Nialler przerwał moje przemyślania.
-I co Evy, jak się podoba? - jego radosny nastrój zaraz mi się udzielił. Odpowiedziałam mu promiennym uśmiechem. W jego oczach zajaśniał jakiś niezbyt określony błysk.
Całkiem nieźle bawiłam się z Zaynem i Farbusiem. Pomagałam im w wybieraniu utworów, szykowaniu przekąsek, których szczerze powiedziawszy, było więcej niż przypuszczałam, sprzątaniu itp. Lou przez cały czas z nieobecnym wzrokiem siedział na kanapie. Lekko zaniepokojona usiadłam koło niego. Tommo, wyrwany z zamyślenia uśmiechnął się krzywo.
-Nie powinienem był przychodzić... - mruknął, wlepiając wzrok w swoje ręce. Byłam zaskoczona gwałtowną zmianą jego humoru.
-Och, nawet tak nie mów! - powiedziałam, marszcząc lekko brwi.
W końcu zaczęli się zbierać ludzie. Większą część z nich znałam. Na sam koniec pojawił się Harry, który gdy ja przyjechałam do Louisa, zmył się szybko do siebie. Zastanawiałam się, gdzie był Liam.
Na początku było dosyć... normalnie. Każdy wypił 1 drinka, później 2. Atmosfera stała się coraz bardziej wyluzowana. Zayn zaproponował, żebyśmy zagrali w butelkę. Norma. Zdecydowana większość gości przystanęła na to ochoczo, w tym ja. Zadania na początku były łatwe, ale wraz z ilością wypitego alkoholu stawały się coraz bardziej śmiałe. Jakaś dziewczyna zakręciła butelką. Wypadło na Nialla.
-Zadanie – mruknął Horan.
-Masz powiedzieć, co myślisz o osobie po twojej prawej. - i albo to było jakoś szatańsko uknute, albo los bardzo mnie nienawidzi... po prawej Niallera siedział nie kto inny, tylko Louis Tomlinson, proszę państwa.
Niall zaśmiał się niemal obłąkańczo pod nosem, po czym wybełkotał:
-Idiota, tępy chuj, ogólnie go nienawidzę. - w tym momencie cały spożyty przeze mnie alkohol jakby wyparował. Tomlinson rzucił mu groźne spojrzenie. I zapewniam wszystkich, że jeżeli wzrok mógłby zabijać, to Irlandczyk byłby już martwy. Niall nadal głupkowato się uśmiechał, a Louis sprawiał wrażenie, jakby zaraz miał rzucić się na blondyna.
Kilka zadań później, wypadło na mnie. Harry poruszył zabawnie brwiami, zadając mi zadanie:
-Masz. Pocałować. Najbardziej atrakcyjną osobę w tym pokoju, dla Ciebie. - bomba. Wiedziałam, że muszę wykonać to iście szatańskie zadanie, bo inaczej będzie karne, o stokroć gorsze od tego. Mój wzrok spoczął na Louisie, który całkiem pewnie na mnie spoglądał. Zdenerwowało mnie to. Sama nie wiem czemu zbliżyłam się nieco Nialla, a on delikatnie przyciągnął mnie. Liznął szybko moją wargę. Odchyliłam nieco usta, dając mu większe pole do popisu. Nasze języki toczyły jakby zawziętą walkę. Wplotłam palce w jego włosy, zupełnie nie panując nad tym, co robię. Przejechałam mu językiem po podniebieniu, na co on jęknął mi cicho w usta. Rozległy się pomruki i cichutkie chichotanie, co pomogło mi otrzeźwieć. Zassałam jeszcze jego wargę, po czym odkleiliśmy się od siebie. Chłopak wpatrywał się we mnie, z aprobatą. Louis wyglądał na zaskoczonego. Irish boy rzucił mu znaczące spojrzenie.
Muzyka dudniła mi w uszach. Szum w głowie utrudniał mi koncentrację, co trochę mi przeszkadzało. Nigdzie nie widziałam ani Nialla, ani Louisa. Chwiejnie podeszłam do drzwi. Pewnie byli na zewnątrz. Nie myliłam się. Na tyłach domu stał tleniony blondyn i Tomlinson.
-Odwal się od niej. - wysyczał Lou. Niall prychnął, kręcąc głową.
-Niestety, nie skorzystam z propozycji. - warknął w odpowiedzi.
Zamarłam. Po raz pierwszy Irlandczyk wyglądał tak... groźnie. Uśmiechał się kpiarsko, co wyglądało paskudnie na jego delikatnej twarzy.
-Ona i tak Cię nie wybierze. - wycedził przez zaciśnięte zęby Louis.
Blondyn parsknął śmiechem, żeby zaraz spoważnieć.
-Poniekąd już to zrobiła.
To zdanie wytrąciło całkowicie z równowagi Tommo. Rzucił się na chłopaka. Przerażona wbiegłam pomiędzy nich.
-Kretynie, złaź ze mnie... - wycharczał Horan do Loui'siego.
Chłopak, zdenerwowany odszedł w miarę szybkim krokiem jak na jego stan. Nawet się nie obejrzał. Zabolało.

Rano ledwo żyłam. Wyjęczałam cicho imię Nialla. Tak, zostałam u niego na noc. Niezbyt podobała mi się perspektywa wracania do domu po pijaku. No i nie miałam ochoty skonfrontować się z Tomlinsonem. Nie wtedy.
Czułam się jakby zaraz miała pęknąć mi głowa.
-Evelyn? - usłyszałam głos Niallera.
-Och... cicho. Nie mów tak głośno... - powiedziałam słabo. Chłopak zaśmiał się cichuteńko, wręczając mi 2 tabletki i szklankę. Spojrzałam na niego z wdzięcznością.
Po południu wróciłam do domu. Lou siedział na kanapie, zażerając marchewki. Niepewnie weszłam do pokoju.
-Hej. - mruknęłam, czekając na jego reakcję.
Louis spojrzał na mnie, lekko zdezorientowany.
-Ochm, to ty. Cześć. - jego obojętny ton głosu mnie nie zraził. Podeszłam wolno do kanapy, wyłączając telewizor. Wydał z siebie jęk protestu.
-Co to miało być? - zapytałam, oczekując wyjaśnień.
-O co Ci chodzi? - udawał że nic nie wie. Super. Odwrócił wzrok. I mówcie mi, że to kobiety są trudne!
-Nawet mnie nie wnerwiaj. - zmroziłam go spojrzeniem. - Dlaczego robisz jakieś dzikie awantury Horanowi?!
-Dzikie awantury? - powtórzył z rozbawieniem. - wybacz, ale dramatyzujesz.
Przesada. Ta jego maska wrednego dupka zaczynała mnie powoli irytować. Sama nie wiedząc co właściwie robię, wyszłam na zewnątrz, trzaskając drzwiami.
Stałam pod domem Annabell. Kto jak kto, ale ona zawsze mi jakoś pomoże. Tylko co ja jej miałam powiedzieć? Że jestem żałośnie zakochaną dziewczyną, która nie wie co ma zrobić z jej głupim obiektem westchnień?
-Evelyn? - zza drzwi wyjrzała Bell. - zauważyłam Cię przez okno... długo stoisz? - wyglądała, jakby zaraz miała tarzać się po chodniku ze śmiechu.
-Eh, zamyśliłam się. - mruknęłam, lekko zarumieniona. - Mogę wejść?
-Tak, tak, chodź. - uśmiechnęła się ciepło.
W domu Annabell jak zwykle było niemal sterylnie czysto. Z kuchni dobiegło mnie wesołe pogwizdywanie mamy mojej przyjaciółki. Zrobiło mi się cieplej na sercu.



-Boże, Eve... - wyszeptała zaskoczona Belly. Opowiedziałam jej wszystko. O Hannah, imprezie, moim pocałunku i tym cholernie wnerwiającym zachowaniu Louisa. Teraz dziewczyna uspokajała mnie ( bo oczywiście się rozryczałam jak jakiś mięczak... ) i zapewniała, że teraz może być tylko lepiej. Nie bardzo w to wierzyłam.
-I co ja mam zrobić, Ann? - wydusiłam drżącym głosem.
-Porozmawiaj z nim. - powiedziała dobitnie. - tylko spokojnie. Poproś go, żeby wytłumaczył Ci swoje zachowanie.
-Ale z nim się nie da rozmawiać...
-Evelyn! - przerwała mi. - Postaraj się. Zależy Ci na nim, prawda?
Skinęłam głową.
-No i widzisz. - przytuliła mnie do siebie mocno. - Bo z twojej opowieści też mam wrażenie... że on jest o ciebie zazdrosny.
Osłupiałam. Louis? Zazdrosny? O mnie?
-N-nie, Ann, to raczej mało możliwe... - zaczęłam delikatnie. Moja przyjaciółka zmarszczyła brwi.
-Więc jak chcesz wytłumaczyć całe to jego zachowanie? Myślisz, że chciałby Cię do siebie zniechęcić? - chciałam coś powiedzieć, ale patrzyła na mnie z miną która wyraźnie mówiła: ,,Nie przerywaj mi, bo więcej Ci nie doradzę''. - Jakoś mało prawdopodobne. - stwierdziła chyba w zamyśleniu.
Wracałam do domu Louisa, poważnie zastanawiając się nad słowami Bell. Zazdrosny? Nie to nie jest możliwe. Chciałabym, owszem chciałabym żeby był zazdrosny, ale to nie miało miejsca bytu!
Gdy tylko wkroczyłam do przedpokoju, naskoczył na mnie wściekły Louis.
-Gdzie ty byłaś, dziewczyno?!
Zamrugałam szybko oczami, po czym w sekundzie się zreflektowałam.
-Wyszłam jak najdalej od twoich humorów. - odparłam, wpatrując się w niego wyzywająco.
-Ja mam humory? Błagam Cię, Evelyn. To ty cały czas się kłócisz o nie wiadomo co. - skrzywił się lekko. Założyłam ręce.
-Och, tak. To wszystko moja wina. A więc przepraszam księcia, że się martwię! Już więcej nie zamierzam! - krzyknęłam, wymijając go. Zatrzymał mnie, przyciągając do siebie.
-Możesz mi wytłumaczyć, o co właściwie Tobie chodzi? - chłód który brzmiał w jego głosie nieco mnie przestraszył.
-Nie, Louis. To ty powinieneś mi wszystko wytłumaczyć. - powiedziałam, kierując się do swojego pokoju.


Scena pocałunku... okropna wiem. Najgorsza jaką pisałam. Jestem nic nie umiejącym zrobić ładnie mugolem. D: