czwartek, 4 października 2012

Informacja.

Hej.

Jeżeli ktoś tu w ogóle wchodzi (lol) to proszę o komenty do notek itp... To dla mnie super ważne! Jeżeli bylibyście tak mili, to proszę też o przesyłanie linku do mojego bloga do znajomych, na różnych stronkach.

Dzięki za uwagę,

Laura.

wtorek, 2 października 2012

Rozdział 1.

Kay, rozdział pierwszy nadchodzi. Przepraszam za tą jakże o-wiele-za-szybko-pędzącą akcję, ale nie mogłam się powstrzymać. ^^ 

Rozdział 1.

  Gdy tylko wróciłam do domu, zadzwoniłam do Katie. Musiałam jej koniecznie zdać relację.
Na szczęście odebrała po 2 sygnale.
-No co tam? - usłyszałam. Miała mocny głos, więc zapewne czuła się już lepiej.
-A nic, tak sobie dzwonię... - powiedziałam, lekko się uśmiechając. Parsknęła śmiechem, po czym powiedziała:
-Nigdy ot tak sobie do mnie nie dzwonisz. O co chodzi? - z jej tonu głosu wywnioskowałam że
się uśmiecha. Nabrałam nieco pewności, więc zaczęłam:
-Poznałam pewnego chłopaka. - za słuchawką zapadła głucha cisza. Nie trwała jednak długo.
-SERIO? Ładny jest? Podoba Ci się? Masz jego numer? Mogę Ci dać wskazówki jak chcesz. -
zatkało mnie. Kiedy ostatnio była tak podniecona. Jej monolog trwał dalej, a ja postanowiłam
poczekać aż da mi dojść do słowa. -A no właśnie! Ej, słuchasz mnie?
-Nie. - mruknęłam. Zapewne w tym momencie przewróciła oczami.
-No dobra... zadzwonię... kiedyś tam. Nie mam czasu. Mama zaraz przyjdzie. Jeszcze oskarży mnie o dobre samopoczucie. - zachichotałam
- Do jutra. - rozłączyła się. Świetnie. Jest 10. Jeszcze tylko kilka godzin... przepraszam, aż kilka godzin.
Siedziałam na kanapie czytając książkę. Spojrzałam przelotnie na godzinę. 15 : 23. Muszę się
zbierać. Skierowałam się do drzwi. Nagle sobie coś uprzytomniłam. Może powinnam napisać
jakąś kartkę z wytłumaczeniem dla mamy? Ech, pewnie i tak nie wróci wcześniej niż przed 11.
Porwałam więc tylko torebkę i wyszłam.
   Kilkanaście minut później byłam już na miejscu. 27 Exmouth Market. Tak, to tutaj.
Nie było to jakieś specjalnie wspaniale wyglądające miejsce. Ot mała kawiarenka. Weszłam
do środka. Mało miejsc siedzących, przez co kawiarnia była bardzo przytulna. Zewsząd dobiegały mnie słodkie nuty jakiegoś utworu. Omiotłam wzrokiem regały stojące przy ścianie.
-Podać coś? - zapytała niska kelnerka o uroczej urodzie elfa. W jej czekoladowych oczach błyskały
wesołe iskierki.
-Nie, dziękuję. Jeszcze chwilkę poczekam. - uśmiechnęłam się, spoglądając za okno. Nagle serce zabiło mi szybciej. Już. Wchodził. Do. Środka. Od razu nasze spojrzenia się spotkały. Przygryzłam
lekko wargę.
-Hej. - powiedział. Uśmiech w ogóle nie schodził mu z twarzy. Roztaczał wokół Siebie bardzo przyjazną aurę.
-Cześć. - Louis usiadł naprzeciwko mnie. Już miałam mu powiedzieć, żeby siadł jak najbliżej, ale
się powstrzymałam. - Jak tam? - Nie usłyszałam odpowiedzi, ponieważ do stolika znowu podeszła
dziewczyna o elfiej urodzie.
-Jedno latte macchiato i... - Chłopak spojrzał na mnie pytająco.
-I jedną kawę bezkofeinową. - kelnerka odebrała zamówienie i ruszyła dalej. Louis spojrzał
mi prosto w oczy. Ośmieliłam się i zapytałam:
-Więc, jesteś stąd?
-Nie, urodziłem się w Doncaster. Przeprowadziłem się tutaj rok temu. Londyn wydawał mi się
odpowiednim miejscem dla takiego jak ja. - zauważyłam, że ten chłopak jest bardzo wylewny. Nie żeby mi to przeszkadzało. -Ale... nie lubię rozmawiać o Sobie. - mruknął. -Więc może zechciałabyś...?
-Szczerze to u mnie nie ma o czym mówić. - zaczęłam. - Ojciec zginął w wypadku gdy miałam rok. Odkąd pamiętam matka zawsze była zapracowana. Często zostawałam z opiekunką, to z jej przyjaciółką. - w moich oczach pojawiły się te beznadziejne łzy. Tyle razy o tym mówiłam, ale teraz oczywiście musiałam się rozkleić!
-Och, przepraszam. Nietaktowne pytanie... - szepnął Louis. Tym razem łza spłynęła mi po policzku.
Ciepły kciuk chłopaka szybko ją starł. - Nie płacz. Porozmawiajmy o czymś innym.
  I tak przyjemnie minął mi wieczór. Rozmawialiśmy o ulubionym jedzeniu, na co oboje byliśmy zgodni, że marchewki są najpyszniejsze. Później o gatunkach muzyki, filmach. Lou był bardzo otwarty, lubił żartować i śmiać się.
Czas z nim minął mi bardzo szybko. W końcu musiała jednak nadejść ta chwila rozłąki.
-Och, wybacz... - powiedział zakłopotany – muszę się zbierać. Umówiłem się z przyjaciółmi na dziś wieczór.
-Aha, szkoda. No nic, ja też się będę spadać. - uśmiechnęłam się, w duchu żałując że nie mogę iść z nim. Boże, uspokój się, wariatko! Ty go praktycznie nie znasz, a już się chcesz wpychać w jego życie! - skarciłam się w duchu.
-Mógłbym Cię jeszcze o coś prosić?- skinęłam głową. - podaj mi swój numer telefonu.
Przystałam na tą propozycję. Nie dawałam nic po sobie poznać, ale cieszyłam się jak głupia.
-Jak będziesz miał jakąś sprawę, to dzwoń. - zaśmiał się cicho, po czym uraczył mnie tak wspaniałym, tak promiennym i idealnym pod każdym względem, uśmiechem. Gdybym mogła, rozpłynęłabym się tam na miejscu.
-Do zobaczenia, Eve. - szepnął, po czym wyszedł zostawiając za sobą jakże rażącą pustkę.
   Kilka minut później wyszłam z pomieszczenia. Było chłodniej niż myślałam, więc szczelniej
okryłam się kurtką. Wyciągnęłam telefon. Była już 21:14. No nieźle. Na próżno szukałam wzrokiem jakiejkolwiek taksówki. Jęknęłam cicho na myśl, że do domu będę musiała wracać pieszo. Zajmie mi to z godzinę.
  Po kilkudziesięciu minutach nieprzerwanej wędrówki z zadowoleniem stwierdziłam, że jestem tuż koło domu. Zaskoczeniem było dla mnie to, że na podjeździe stał samochód mojej matki.
Niepewnie weszłam do domu. Z salonu dochodził do mnie odgłos włączonego telewizora.
Raźnym krokiem wkroczyłam do pokoju. Na twarzy Hannah malowała się ulga, ale zaraz zastąpił ją
grymas złości.
-Możesz mi powiedzieć, gdzie się podziewałaś?! - warknęła. Wyglądała naprawdę groźnie. Chyba po raz pierwszy aż tak wytrąciłam ją tak z równowagi.
-Spotkałam się ze znajomym. - powiedziałam spokojnie. Zazgrzytała zębami.
-Nie mogłaś zostawić kartki, zadzwonić, napisać esemesa, prawda? - syknęła. Spuściłam wzrok.
Jednak zaraz opanowała mnie złość.
-Nie, nie mogłam! Od wielu lat nie masz dla mnie czasu! Myślałam że znowu wrócisz późno, że przyjadę przed Tobą. Nie dzwoniłam, bo i tak byś nie odebrała. A nie pisałam, bo po co?! Skąd mam pewność, że w ogóle odczytasz ode mnie wiadomość! - krzyknęłam, bliska płaczu. Zdenerwowana pomknęłam na górę, do mojego pokoju.

~ Oczami Louisa ~

Szybkim krokiem zmierzałem pod kino. Tam miałem się spotkać z chłopakami. Najchętniej zostałbym z Evelyn, ale już się umówiłem z Liamem, Zaynem, Niallem i Harrym. Byłbym szczęśliwszy, gdyby ona szła z nami... STOP! Louis, uspokój psychikę. Matko, teraz będę myślał o tej słodkiej istotce cały wieczór?
Gdy w końcu ujarzmiłem swoje myśli, zdenerwowany zadzwoniłem do Harry'ego. Odebrał po kilkunastu sygnałach.
-No gdzie wy jesteście? - zapytałem zirytowany. Pewnie Niall znowu żre, albo poszedł po coś do żarcia.
-Zayn. Siedzi w łazience. I NIE WYCHODZI JUŻ OD GODZINY! - Jezus. Maria. Zayn i łazienka równa się kłopot. Chyba wymontuję w jego domu wszystkie lustra. Ten laluś może cały czas się przeglądać i nic więcej nie robić. Jasna cholera.
-No to może go pośpieszcie, co? - warknąłem ironicznie. Byłem na siebie zły, że pomyślałem, że to znów Niall zawinił. Mogłem przewidzieć, że znowu chodzi o mulata.
-No a myślisz, co robimy? - mruknął Harry. Rozłączyłem się. Czemu nie mogli być tak punktualni jak Evelyn? Evelyn... Kurna Louis, przystopuj! - skarciłem swoje myśli.
  Minęło jakieś pół godziny. Wreszcie na horyzoncie pojawili się moi kumple. Piorunowałem Zayna wzrokiem. Chłopak patrzył na mnie ze skruchą. Przewróciłem oczami, po czym wszyscy skierowaliśmy się w stronę klubu.
   Po chwili byliśmy na miejscu. Cóż, dzisiaj nie chciałem być schlany w trzy dupy, więc postanowiłem poprzestać na 3 drinkach. Harry, Zayn i Niall mieli jednak inne plany. Liam nie pił,
ze względu na swoje zdrowie. Przynajmniej nie musiałem ich później sam eskortować do domów.
Usiadłem przy barze. Nie byłem w nastroju do imprezowania. Nagle przysiadła się do mnie długonoga blondynka z toną makijażu na twarzy. Plastik jak ja Cię.
-Hej, słodki. - zaświergotała. - Peggy. - przedstawiła się. Uśmiechnąłem się sztucznie.
-Miło mi – a tak miałem ochotę powiedzieć : ,,Nie bawię się lalkami barbie''. - Louis.
Dziewczyna cały czas mówiła bez ładu i składu. Po kilku minutach niebezpiecznie zbliżyła swoje
usta do moich. Spojrzałem na nią z dezaprobatą i lekko odsunąłem. Zmarszczyła brwi po czym szybko odeszła. Odetchnąłem z ulgą.

Krótkie. Gówniate. Wiem.
x.x

poniedziałek, 1 października 2012

Prolog.

Och, taak, prolog time! Dobra. Tutaj mamy taki ogólny wstęp do historii... bez zbędnych wstępów, oto i on:
Prolog.

  Zaspana skierowałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się po czym zaczęłam
czesać moje długie, ciemne włosy. Dzisiaj pierwszy dzień szkoły. Lekko zdenerwowana przygryzłam wargę. Dzisiaj też kończyłam 18 lat. Żegnajcie, żenujące, dziecięce lata!
  Po kilku minutach byłam już gotowa. Szybko zeszłam na dół, do kuchni. Na lodówce zobaczyłam
przylepioną małą kartkę. Pewnie od mamy – pomyślałam. Nie myliłam się, aczkolwiek nie byłam
zadowolona z treści:
Musiałam iść wcześniej do pracy.Zostawiłam ci pieniądze, gdybyś czegoś potrzebowała.Będę wieczorem, nie czekaj.Hannah.

Już od kilku lat kazała zwracać się do siebie po imieniu. Powtarzała wciąż, że jestem ,,już duża''.
Dziwnie było zwracać się tak do niej ze świadomością, że inni mówią do swoich rodzicielek
po prostu ,,mamo''. Nagle sobie coś uświadomiłam. Czyżby zapomniała o moich urodzinach?
Łzy zaszkliły się w moich dużych, piwnych oczach.
  Godzinę potem kierowałam się już w stronę szkoły. Na moje nieszczęście Annabell i Katie nie idą dzisiaj na rozpoczęcie. Annabell ma dłuższe wakacje, a Katie jest chora. No po prostu bomba.
Nagle wpadłam na jakiegoś mężczyznę.
-Och, przepraszam... - mruknęłam, podnosząc wzrok. Przed sobą miałam bladego, dobrze zbudowanego , nieco starszego ode mnie, chłopaka. Uśmiechał się cały czas ciepło. Jego zielono-niebieskie oczy jakby przeszywały mnie na wskroś.
-Nic się nie stało. - powiedział. Jego głos miał cudowną barwę... Taką... niespotykaną. Lekki wiatr
rozwiał jego i tak ułożone już w nieładzie, włosy. - Aż miło było wpaść na tak ładną dziewczynę.
Spłonęłam rumieńcem, po czym powiedziałam nieco zawstydzona:
-Z całym szacunkiem, ale to ja na Ciebie wpadłam. - uśmiechnęłam się. - Więc jako rekompensatę,
zapraszam Cię na kawę.
-Świetnie! - ucieszył się. - To o 16 w Brill, na Exmouth Market, dobrze? - obrzucił mnie słodkim uśmiechem.Boże, jaki on uroczy!-Jasne. Przy okazji, jestem Evelyn.-Miło mi, Louis. Louis Tomlinson. - puścił mi oczko, po czym szybko odszedł. Westchnęłam cicho, po czym podjęłam dalszą wędrówkę. Kto wie, może to przeznaczenie?

Okej, liczę, że się spodoba. ^ - ^

Wstęp i Bohaterowie.

Hej. Jestem Laura. Uwielbiam One Direction. Ba, nie uwielbiam, a kocham. c ; Na moim blogu będę publikować historię Evelyn Smith i Louisa Tomlinsona. Uwaga: Tutaj nie jest jak w rzeczywistości. Chłopaki nie są zespołem. Ogółem prawdziwe są tylko informacje o chłopakach itp.

Okej, no to lecimy z bohaterami:

Evelyn Smith:














Główna bohaterka, nieśmiała, ironiczna osóbka dostrzegająca piękno w każdym, nawet najmniejszym szczególe.
Louis Tomlinson:


















Nieco starszy od Evelyn chłopak, zabawny i bardzo otwarty. Studiuje fotografię.

Katie Joyce:













Przyjaciółka Evelyn i Annabell. Zakręcona i zapominalska, świetnie odnajdująca się w każdym towarzystwie.

Annabell Proust:






















O wiele dojrzalsza i mądrzejsza od swoich przyjaciółek, Katie i Eve. Bardzo rozsądna i cicha.


Niall Horan:


















Chłopak z Irlandii. Słodki obżartuch z wiecznie dobrym humorem.

Harry Styles

















Uroczy lokaty chłopak. Jest bardzo śmiały i zabawny.

Liam Payne
















Bardzo nieśmiały i skryty. Lubi towarzystwo przyjaciół, i w większej grupie czuje się nieswojo.









Zayn Malik

















Nieśmiały romantyk. Uwielbia godzinami sterczeć przed lustrem.

Okeej, no to mamy ogółem wszystko. Przepraszam, jeżeli gdzieś w charakterach chłopaków są jakieś pomyłki, niedomówienia. A, no i naprawdę sorka za różną wielkość zdjęć. : <
Ach, Zayn nie ma swojej ,,nowej" (chyba wiecie o co mi chodzi?) fryzury. Załóżmy że wygląda tak, jak na zdjęciu.